Zapisz się do newslettera


    Iza TarasewiczNew Darkness 23.03 - 1.06.2024

    otwarcie wystawy: 23.3 sobota 13 – 18
    spotkanie z artystką: 23.3 sobota g. 16 ( w języku angielskim)

    Wykres liniowy, jedno z podstawowych narzędzi wizualizacji danych, służy do śledzenia zmian wartości w czasie. Pomaga w obserwacji tendencji, wzorców i fluktuacji, w wychwyceniu subtelnych różnic czy maleńkich wahań, w zobrazowaniu skali znacznych zmian i turbulencji. Pracę Izy Tarasewicz interpretuję jako linię takiego wykresu – wizualizację, która pozwala postawić diagnozę, pomocną w podjęciu właściwych decyzji. Dziś interesuje nas jeden, konkretny punkt na tym abstrakcyjnym wykresie. To także punkt kulminacyjny w długiej opowieści. Moment, w którym napięcie ujawnia się w sposób najbardziej wyrazisty. 

    W 2014 roku artystka podwiesiła pod sufitem galerii  50 metrów grubej liny z włókna konopnego i kauczuku tworząc rysunek aranżujący przestrzeń Lina wyznaczała terytorium wystawy, była linią graniczną, miejscem prezentacji, kręgiem w którym podejmowane były działania. Tytuł instalacji, Arena, nawiązywał do starożytnych miejsc służących organizowaniu ważnych wydarzeń. Amfiteatry, cyrki i stadiony, w których rozgrywały się pierwsze spektakle i widowiska stanowiły przestrzenie, w których rodziła się kultura, polityka, wypracowywano zasady publicznej debaty i komunikacji. Lina Tarasewicz zaczęła funkcjonować jak rama o zmiennym kształcie, tymczasowe narzędzie inicjujące działania społeczne i budujące relacje w kolejnych miejscach, wobec kolejnych publiczności (Arena I, 2014, Arena II, 2016). 

    Dziś myślę o tym rysunku w przestrzeni także jako o wykonanej rysikiem sejsmografu rejestracji drgań, przemieszczeń i przyspieszeń wywołanych naturalnymi lub sztucznie powodowanymi wstrząsami. Dziesięć lat temu ten zawieszony w galeryjnej przestrzeni sejsmogram pozwalał zadać pytania o rolę instytucji, o ich społeczną odpowiedzialność, o demokratyczne procedury. Artystka, mniej lub bardziej świadomie, pytała wówczas o udział wypełniającej jej abstrakcyjną arenę publiczności  we współtworzeniu kultury. Zapraszała odbiorców i odbiorczynie do rozmowy.

    Po jakimś czasie kauczukowo-konopną linę tworzącą małą, wewnętrzną arenę zastąpiła silikonowa lina o długości 800 metrów, którą artystka oplotła budynek narodowej galerii sztuki, przenosząc punkt ciężkości z sali wystawienniczej na całą instytucję, przez co głośniej i bardziej stanowczo nawołując do debaty (Arena III, 2018). Lina przypominała  wijącego się po budynku węża pięknego, ale i niebezpiecznego. Gest oplatania instytucji był alarmująco bliski wiązaniu, ściskaniu, aktom naporu, czyli gestom siły i władzy. 

    Nie daje mi spokoju myśl, że był to także graficzny zapis emocji wykres naszych, jeszcze nienazwanych, napięć i lęków. Może powinnyśmy z tej wizualizacji danych odczytać obraz całości? Może mogłyśmy przewidzieć to, co się wydarzyło później? 

    Dziś te 800 metrów liny artystka zmieściła w małej przestrzeni oddolnie prowadzonej galerii, o zupełnie innej nomen omen skali. Linia stała się skłębiona, zapętlona, chaotyczna i niemożliwa do rozplątania. Przytłaczająca, niepokojąca i groźna. Czarna i gęsta przysłania światło, sprowadza ciemność. Oddaje nasz stan ducha, ale także, jak się zdaje, stan naszego świata jest czarną chmurą, która wisi nad nami; przeszkodą, której nie sposób ominąć. Jeśli nadal jest areną (czy można by ją zatytułować Arena IV?) to areną walki, konfliktu, areną kryzysu. Jeśli zaś jest częścią tego samego wykresu to pozwala dostrzec  zawirowanie, turbulencję, punkt kulminacyjny tej długiej opowieści, której rozwiązanie jest przed nami.

     

    Magdalena Komornicka

     

    Dzięki uprzejmości artystki/artysty oraz Gunia Nowik Gallery