Zdjęcia dzięki uprzejmości artysty
1 / 21

Krzysztof MętelNikt nie stoi, wszyscy stoją 8–29.04.2022

Wystawa NIKT NIE STOI, WSZYSCY STOJĄ opowiada o procesie nadawania kształtu temu, co bezkształtne; przywracania znaczenia, temu, co bezużyteczne; scalania, tego, co się rozpada. W swoim najnowszym cyklu prac Krzysztof Mętel przygląda się trwaniu, zanikaniu i transformacji materii w odniesieniu do medium obrazu. Wykorzystując stare, niepotrzebne bądź uznane za nieudane płótna malarskie – tak te własne, jak podarowane przez osoby z jego otoczenia – artysta przekomponowuje je oraz ingeruje w ich warstwę materialną, burząc ich dotychczasową integralność.

Obrazy Krzysztof Mętla powstają w konsekwencji montażu. Ta praktyka oznacza zarówno konieczność dokonywania wyboru i przeprowadzenia selekcji pożądanych motywów czy fragmentów, jak wpisywania je w nową, narzuconą przez artystę perspektywę, podporządkowaną jego wyobrażeniom o ostatecznej postaci nadawanej danej pracy. Jego praktyka twórcza, to nie tylko prze- i domalowywanie. To również mierzenie się z materią starych płócien – ich rozwijanie, rozcinanie, wycinanie, dotykanie, prostowanie, zszywanie i naciąganie na nowe blejtramy.

I tak – przykładowo – praca Bez tytułu (3), pierwotnie o prostokątnym formacie, zyskała kształt owalny, a przetworzenie w obszarze warstwy malarskiej zostało zredukowane do jednego mocnego gestu, który jednak nie przesłonił całkowicie oryginalnej kompozycji. Innym razem, jak chociażby w Bez tytułu (6), zainteresowanie artysty i intensyfikacja zmian skoncentrowane zostały przede wszystkim w obszarze malatury i kompozycji kolorystycznych, a przekształcanie oznaczało konieczność poskromienia wyrazistej tożsamości wykorzystanych w tej pracy obrazów. W Bez tytułu (2) natomiast oryginalne anatomiczne motywy (fragmenty rąk, nóg) zostały w taki sposób przekomponowane, że stały się zaledwie abstrakcyjnymi płaszczyznami koloru, których geneza została zatarta w procesie ich transformacji. Jednak czasem owo mocowanie się wyrasta z pokornej obserwacji i podążania za tym, jaki charakter i zakres zmian podpowiadają same obrazy – wycięte fragmenty intuicyjnie dopasowują się do siebie i sugerują nowe układy i powiązania.

Malarstwo Krzysztofa Mętla staje się procesem ustanawiania relacji i nowych hierarchii. W swojej genezie bywa ono transparentne – nie dość mocno naciągnięte, wywijające się na krawędziach płótna, falujące powierzchnie, fałdy, czy prowizorycznie przymocowane narożniki informują o swojej historii i statusie pochodzenia z odzysku. Przypominają także o tym, że obraz to materialność, której opanowanie wymaga podejmowanego w zaciszu pracowni, niewidzialnego trudu i wysiłku fizycznego. Elementy te sugerują również, że dla Krzysztofa Mętla obraz to nie tyle treść, co wizualny fakt krystalizujący się na przecięciu takich elementów obrazowych jak barwa, kompozycja czy format. Tego typu działania związane z (de)montowaniem, rekontekstualizowaniem i przebudowywaniem artysta rozumie jako stabilizację dotychczasowej – kompozycyjnej czy materialnej – chwiejności obrazów. Budowana przez artystę nowa architektura tych prac jest próbą podtrzymania tego, co w jego odczuciu osuwa się i jest chybotliwe.

Owo poczucie niestabilności w odniesieniu do obrazów nasuwa skojarzenia z dążeniami architektów i inżynierów do opanowania praw statyki i wznoszenia budynków opierających się procesowi osuwania się materii. O takiej walce opowiada chociażby historia poznańskiego Stadionu im Edmunda Szyca. Powstały w 1929 roku przy okazji Powszechnej Wystawy Krajowej, zaledwie kilka godzin po otwarciu musiał zostać zamknięty z powodu osiadania konstrukcji i chwiejności rusztowania podtrzymującego żelbetowe elementy. Podejmowane w kolejnych latach próby ustabilizowania tej budowli kończyły się niepowodzeniem, co zdecydowało o konieczności częściowego rozebrania obiektu i odbudowania według nowych planów. Obecnie zdegradowany i od lat nieużywany, stadion znajduje się w fazie rozkładu – tak materii, jak i znaczeń. Tym, co do niedawna pozwalało zachować resztki sensu owym popadającym w niebyt strukturom, były codzienne praktyki przestrzenne osób w kryzysie bezdomności, zamieszkujących, a tym samym ożywiających, pozostałości budynku szatni.

Choć poznański Stadion im. Edmunda Szyca prowokuje pytania i otwiera tematy dalekie od tych, którym swoją uwagę poświęcił w najnowszym cyku prac Krzysztof Mętel, to historia i teraźniejszość tego obiektu nasuwają analogię z operacjonalizowaniem tego, co dysfunkcyjne. W przypadku twórczości Krzysztofa Mętla oznacza to stabilizowanie tego, co malarskie. Odbywa się to nie tyle na poziomie narracyjnym, co na poziomie środków właściwych malarstwu, jak określanie formatu, budowanie kompozycji, naciąganie na blejtram. To ćwiczenia z budowania relacji – jednak nie tylko tych wewnątrzobrazowych.

Małgorzata Anna Jędrzejczyk